piątek, 21 listopada 2014

wspomnienia


Przez parę lat mieszkałam w internacie. W pokoju było cztery osoby razem ze mną, Uczyłyśmy się w świetlicy. Każda z nas miała tygodniowy dyżur sprzątania. Do niej należało pozamiatanie, umycie podłogi, ścieranie kurzy i wyrzucenie śmieci. W środę pod wieczór chodziła komisja złożona z koleżanek i czasem wychowawcy sprawdzali czystość pomieszczeń. Za niedokładnie posłane łóżka, za źle umytą podłogę lub nie wytarte kurze były obniżane punkty. Zawsze starałyśmy się dokładnie sprzątać. Pokoje rywalizowały ze sobą, który jest najczyściejszy. Była powieszona tablica z punktacją i jakie pokoje zajmują pierwsze miejsce. Po pół roku były symboliczne nagrody dla najczyściejszych pomieszczeń. Nasz pokój zajmował przeważnie drugie lub trzecie miejsce. To zależało od współlokatorek czy mają porządek na półkach i w szafach. Wspominam dawne czasy, ponieważ to w dużej mierze wpłynęło na moje postępowanie w przyszłości. Zawsze rano jak wstanę przed pracą muszę pościelić łóżko i poukładać ubrania. Kuchnia jest moją wizytówką, bo przeważnie w niej przebywam. Uczę dzieci, by umyły po sobie talerzyk, kubek i pościerały stolik. Często mówię, aby poukładały książki na półkach, pościeliły łóżka. Nie zawsze się słuchają może kiedyś też one w końcu zrozumieją, że przyjemniej jest mieszkać posprzątanym mieszkaniu. Bardziej w sobotę mogę liczyć na ich pomoc. Przeważnie syn odkurza, albo trzepie dywany i myje podłogi, a córka myje wannę, prysznic i dezynfekuje toaletę. Ja zajmuję się kuchnią gotuję, piekę. Na koniec myje szafki na zewnątrz, ścieram kurze, myję naczynia i podłogę. Jestem osobą, która bardzo lubi przebywać w swoim domu i zajmować się nim.