Przez parę lat mieszkałam w
internacie. W pokoju było cztery osoby razem ze mną, Uczyłyśmy się w świetlicy.
Każda z nas miała tygodniowy dyżur sprzątania. Do niej należało pozamiatanie,
umycie podłogi, ścieranie kurzy i wyrzucenie śmieci. W środę pod wieczór
chodziła komisja złożona z koleżanek i czasem wychowawcy sprawdzali czystość
pomieszczeń. Za niedokładnie posłane łóżka, za źle umytą podłogę lub nie
wytarte kurze były obniżane punkty. Zawsze starałyśmy się dokładnie sprzątać.
Pokoje rywalizowały ze sobą, który jest najczyściejszy. Była powieszona tablica z
punktacją i jakie pokoje zajmują pierwsze miejsce. Po pół roku były symboliczne
nagrody dla najczyściejszych pomieszczeń. Nasz pokój zajmował przeważnie drugie
lub trzecie miejsce. To zależało od współlokatorek czy mają porządek na półkach
i w szafach. Wspominam dawne czasy, ponieważ to w dużej mierze wpłynęło na moje
postępowanie w przyszłości. Zawsze rano jak wstanę przed pracą muszę pościelić
łóżko i poukładać ubrania. Kuchnia jest moją wizytówką, bo przeważnie w niej
przebywam. Uczę dzieci, by umyły po sobie talerzyk, kubek i pościerały stolik.
Często mówię, aby poukładały książki na półkach, pościeliły łóżka. Nie zawsze
się słuchają może kiedyś też one w końcu zrozumieją, że przyjemniej jest
mieszkać posprzątanym mieszkaniu. Bardziej w sobotę mogę liczyć na ich pomoc.
Przeważnie syn odkurza, albo trzepie dywany i myje podłogi, a córka myje wannę,
prysznic i dezynfekuje toaletę. Ja zajmuję się kuchnią gotuję, piekę. Na koniec
myje szafki na zewnątrz, ścieram kurze, myję naczynia i podłogę. Jestem osobą,
która bardzo lubi przebywać w swoim domu i zajmować się nim.