poniedziałek, 17 listopada 2014
Baba ciem.
Stolnica jest już ułożona na stole, teraz mąka, cukier, margaryna, jajka proszek do pieczenia, cukier wanilinowy, i bierzemy się do zarabiania ciasta na pyszne ciasteczka. Zawsze robię to sama, ale dzisiaj mam pod opieką dwuletniego wnusia, który, aż się rwie żeby babci pomóc. No to bierzemy się do pracy. Wsypuję mąkę do sitka, żeby ją przesiać, a mój wnuczek już szybciutko podkłada rączki i mąka zamiast na stolnicy jest w jego rączkach co bardzo mu się podoba. Oczywiście sypie nią gdzie popadnie, resztę mąki, którą ma na rączkach wyciera we własną koszulkę. Zasiana podłoga, umazane szafki, mąka jest wszędzie. Do przesianej mąki kroję margarynę, wsypuję cukier i już chciałam sięgnąć po jajka gdy nagle Patryś chwycił za jedno z nich, i niestety jajko zamiast do ciasta ląduje na podłodze. Rozpryskujące jajko wywołuje u niego falę radosnego śmiechu, a mnie wręcz przeciwnie, wcale do śmiechu nie było. Chwyciłam szybko za ścierkę do podłogi, żeby zebrać skorupki i rozlewające się jajko. Mycie podłogi wcale nie było łatwe. Ciasto gotowe, foremkami wykrawamy różne kształty, a to rybkę, a to choinkę, a to dzwoneczek. Ciasteczka wstawiamy do piekarnika, aby się upiekły, a ja biorę się za sprzątanie całej kuchni. Zaczynam od umycia stolnicy, następnie mycie szafek z zewnątrz. O umycie blatów i stołu proszę męża, gdyż Patryk dalej chce mi pomagać, a ja już nie bardzo chcę z jego pomocy korzystać. Zostawiłam mu jeszcze dokładne umycie podłogi, odkurzenie wykładziny oraz wstawienie brudnych naczyń do zmywarki. Zapach pieczonych ciasteczek roznosi się po kuchni, a Patryk nie może się doczekać i ciągle woła Baba ciem, baba ciem.