SPOTKANIE W PARKU …….
Podczas moich ostatnich urodzin poznałam Filipa. To brat Tomka, który przyjechał po Nowickich
do mnie do domu, aby odwieźć ich bezpiecznie na wieś. Poprosiłam, aby wszedł na chwilę do góry
i wypił z nami kawę. Zrobił na mnie zaskakujące wrażenie. Te jego oczy, z taką głębią, hmmm..
Ten szelmowski uśmiech-no cóż, zwaliło mnie to z nóg. Następnego dnia myślałam o tej sytuacji
i jednak doszłam do wniosku, że być może to kwestia wypitego wcześniej wina.. Chociaż cały czas mam przed oczami obraz śpiącej Zosi, wtulonej w jego ramiona. To był naprawdę uroczy widok. Sama już nie wiem, jak to jest. Wracałam z pracy do domu, wysiadłam na wcześniejszym przystanku,
aby przejść się przez park. Idąc parkową alejką, usłyszałam znajomy głos. Myślałam, że to mój umysł spłatał mi figla. Na ławce jednak siedział Filip i rozmawiał z kimś przez telefon. Nieśmiało przywitałam się z nim. Podniósł na mnie te swoje cudne oczy (naprawdę mają kolor wzburzonego morza ), kiwnął ręką na przywitanie i tyle, niestety. Ale już po chwili dogonił mnie i zapytał, czy nie pójdę z nim
na kawę. Oczywiście chciałam się zasłonić zmęczeniem, brakiem czasu, a tak naprawdę przez moją głowę przelatywało tysiąc myśli na raz: w co jestem ubrana, jak się w tym prezentuję itd. Typowe myślenie większości kobiet. Filip chyba nie zastanawiał się nad tym w ogóle, bo chwycił mnie
pod rękę i z uśmiechem powiedział, że to rewanż za kawę wypitą u mnie. Poszliśmy więc
do najbliższej kafejki, zaraz za rogiem ulicy. Niestety, wybór okazał się zbyt pochopny.
Ciemne i ponure pomieszczenie, wszędzie stoliki nakryte serwetą niepierwszej czystości, do tego brudna podłoga. Przy barze rozdeptany jakiś płyn, prawdopodobnie rozlane piwo. Spojrzeliśmy
na siebie i pokręciliśmy z niesmakiem głową. Prawie jednocześnie podjęliśmy decyzję o opuszczeniu tego nieciekawego miejsca. Na szczęście, kilka ulic dalej znaleźliśmy przytulną kawiarenkę, w której pachniało świeżo parzoną kawą i ciepłymi rogalikami. Na stołach lśniły małe lampy z wzorzystym abażurem, w wazoniku stała samotna róża ,w tle słychać było spokojną muzykę- wszystko wyglądało bardzo przyjemnie. Podłoga była umyta i wywoskowana, lada baru czyściutka, a lustra odbijały światło lamp. W toalecie unosił się przyjemny zapach, po każdym odwiedzającym ją kliencie pani dokładnie sprzątała to miejsce. Podłoga była jeszcze wilgotna, ręczniki papierowe pachniały rumiankiem, dozownik do mydła i umywalka lśniły czystością. W takim miejscu mogę nawet codziennie pić kawę, zwłaszcza z Filipem.
do mnie do domu, aby odwieźć ich bezpiecznie na wieś. Poprosiłam, aby wszedł na chwilę do góry
i wypił z nami kawę. Zrobił na mnie zaskakujące wrażenie. Te jego oczy, z taką głębią, hmmm..
Ten szelmowski uśmiech-no cóż, zwaliło mnie to z nóg. Następnego dnia myślałam o tej sytuacji
i jednak doszłam do wniosku, że być może to kwestia wypitego wcześniej wina.. Chociaż cały czas mam przed oczami obraz śpiącej Zosi, wtulonej w jego ramiona. To był naprawdę uroczy widok. Sama już nie wiem, jak to jest. Wracałam z pracy do domu, wysiadłam na wcześniejszym przystanku,
aby przejść się przez park. Idąc parkową alejką, usłyszałam znajomy głos. Myślałam, że to mój umysł spłatał mi figla. Na ławce jednak siedział Filip i rozmawiał z kimś przez telefon. Nieśmiało przywitałam się z nim. Podniósł na mnie te swoje cudne oczy (naprawdę mają kolor wzburzonego morza ), kiwnął ręką na przywitanie i tyle, niestety. Ale już po chwili dogonił mnie i zapytał, czy nie pójdę z nim
na kawę. Oczywiście chciałam się zasłonić zmęczeniem, brakiem czasu, a tak naprawdę przez moją głowę przelatywało tysiąc myśli na raz: w co jestem ubrana, jak się w tym prezentuję itd. Typowe myślenie większości kobiet. Filip chyba nie zastanawiał się nad tym w ogóle, bo chwycił mnie
pod rękę i z uśmiechem powiedział, że to rewanż za kawę wypitą u mnie. Poszliśmy więc
do najbliższej kafejki, zaraz za rogiem ulicy. Niestety, wybór okazał się zbyt pochopny.
Ciemne i ponure pomieszczenie, wszędzie stoliki nakryte serwetą niepierwszej czystości, do tego brudna podłoga. Przy barze rozdeptany jakiś płyn, prawdopodobnie rozlane piwo. Spojrzeliśmy
na siebie i pokręciliśmy z niesmakiem głową. Prawie jednocześnie podjęliśmy decyzję o opuszczeniu tego nieciekawego miejsca. Na szczęście, kilka ulic dalej znaleźliśmy przytulną kawiarenkę, w której pachniało świeżo parzoną kawą i ciepłymi rogalikami. Na stołach lśniły małe lampy z wzorzystym abażurem, w wazoniku stała samotna róża ,w tle słychać było spokojną muzykę- wszystko wyglądało bardzo przyjemnie. Podłoga była umyta i wywoskowana, lada baru czyściutka, a lustra odbijały światło lamp. W toalecie unosił się przyjemny zapach, po każdym odwiedzającym ją kliencie pani dokładnie sprzątała to miejsce. Podłoga była jeszcze wilgotna, ręczniki papierowe pachniały rumiankiem, dozownik do mydła i umywalka lśniły czystością. W takim miejscu mogę nawet codziennie pić kawę, zwłaszcza z Filipem.