Od pewnego czasu mieszkam na wsi. Moje życie po przeprowadzce uległo drastycznej zmianie.
Widzę w nim wiele plusów. Mam więcej przestrzeni i swobodę. Oprócz tych
lepszych warunków są także minusy. W tym poście opisze właśnie o nim. Lubię sprzątać
lecz teraz zamiast pięciu okien jest piętnaście, powierzchnia cztery razy
większa, już nie mówiąc o schodach. Bez zorganizowania czasu pracy nic chyba z
tego nie będzie. Nie rzucam się na sprzątanie tylko w sobotę, bo musiałabym
mieć dwie soboty po kolei, ale na bieżąco szoruje w łazience kran, prysznic,
myję i dezynfekuję ubikację. Nie jestem pedantką, ale denerwuje mnie bałagan i
brud. W kuchni najwięcej się robi nieporządku przy przyrządzaniu posiłku. Dlatego
w kuchni trzeba codziennie przemyć podłogę i szafki zewnątrz. Nie mam zmywarki,
ale mi to nie przeszkadza. Zaraz po posiłku myję naczynia czasem pomagają mi
dzieci lub mąż. Na szczęście do mycia podłogi mam porządnego mopa i wiaderko, w
którym go wykręcam i to ułatwia mi mycie, ponieważ nie muszę się schylać. Raz w
tygodniu to jest w sobotę wolę myć na kolanach. Nakładam wtedy takie
nakolanniki jakie mają osoby pracujące przy wykończeniu pomieszczeń na przykład
układają płytki i tak dalej. Od nich właśnie to podglądnęłam i kupiłam sobie specjalnie
do tego celu. Na początku dużo robiłam sama jak myślę większość kobiet. Pewnego
dnia już nie mogłam sobie poradzić z tymi obowiązkami dom, praca zawodowa i
postanowiłam, że to musi się zmienić. Wypisałam dyżury tygodniowe. Do nich
należało wyrzucanie śmieci, odkurzanie, mycie podłogi, pomaganie przy zmywaniu
naczyń. Przez miesiąc było różnie z tymi dyżurami. Po miesiącu domownicy przyzwyczaili
się do takiej sytuacji i bardziej pomagają mi w porządkach. Ja liczyłam na nich
i nie zawiodłam się, chociaż niekiedy mniej mają czasu, bo klasówka czy inne
sprawy wypadną. Ja staram się zrozumieć, ale muszę też wymagać.