środa, 26 listopada 2014

brud

Oczami zamglonymi niepokojem spoglądał na kurz spowijający poszarzałe kąty pokoju.
Coś przemknęło w ciemności. Czyżby szczur?
Gdziekolwiek nie zatrzymało się jego spojrzenie, tłuste brązowawe zacieki pokrywały ściany, grzyb zalęgał się w załamach ścian, stęchły zapach raził jego nos.
Chciał wyjść.
Nie było wyjścia.

Nagle obudził się w wielkim, jasnym pokoju. Światło poranka odbijało się od wypolerowanych powierzchni kafelków pokrywających podłogę.
Ze spokojem spojrzał na biel czystych ścian. Zrelaksowany zapach świeżego powietrza nadmorskiej bryzy uspokoił jego skołatane nerwy. Wyszedł na patio wyłożone surowymi drewnianymi deskami i popatrzył w nieskończoną perfekcję nieskończonego błękitu.

Wszedł do swojej wanny zwanej z japońska jacuzzi i rozkoszował się uczuciem delikatnych bąbelków na swojej skórze. Zasnął, jego serce bijące spokojnie.