środa, 12 listopada 2014

DŁUGI WEEKEND ANI

DŁUGI WEEKEND …..
Podczas mojej imprezy urodzinowej atmosfera była rewelacyjna. Goście wręcz  tryskali dobrym humorem, z mojej twarzy też nie znikał uśmiech. Jedzonko wszystkim smakowało-dzieciaki opychały się owocami w galaretce, szalejąc jednocześnie z pudełkiem do robienia baniek mydlanych. To taka starodawna zabawa, a jaka zajmująca. Nawet mały Jaś, dwuletni synek mojej siostry z fascynacją puszczał bańki mydlane i przyglądał się, jak spadają na meble i podłogę. Zosia odpowiednio
go przeszkoliła w obsługiwaniu wspomnianego sprzętu. Ślady na komodzie i mojej witrynce wymagały specjalnego środka do czyszczenia mebli z drewna. Wiadomo, coś za coś-milusińscy mieli zajęcie i dzięki temu nie skupiali na sobie wiecznej uwagi dorosłych. Frodo biegał 
jak nakręcony, próbując złapać w pysk mydlaną bańkę. Wyglądało to bardzo zabawnie, Zosia śmiała się do łez, a Jaś wtórował jej swoim uroczym chichotem. Efektem tak fascynującej zabawy były plamy po rozlanym płynie do robienia baniek. Kilka razy trzeba było umyć podłogę, ale to nie problem.
W dużo gorszym stanie jest mój ukochany dywan. Galaretka rozmazana i wdeptana w niego wygląda koszmarnie. Wszystko jest zaschnięte i czeka mnie dodatkowe pranie dywanu. Ciekawe, dlaczego mój pies, taki łasuch, nie zlizał tej galaretki. Dotychczas żaden okruszek nie umknął jego uwadze.
W łazience natomiast porozlewane mydło w płynie, Zośka sama uzupełniała płyn do robienia baniek, muszę pamiętać, aby wymienić pojemnik na mydło. Jak dobrze, że mam zmywarkę, przynajmniej brudne naczynia mam z głowy. Jedynie kieliszki do szampana umyję ręcznie. Dostałam je w spadku
po mojej babci, mam do nich duży sentyment. Wystawiam je tylko podczas szczególnych uroczystości. Nie chce mi się już sprzątać, trochę boli mnie głowa, chyba drinki były zbyt mocne. Muszę odespać zaległości. Teraz jeszcze umyję szafki w kuchni, powycieram kurze i umyję podłogi. Przedtem jednak na chwilę muszę wyjść z psem, więc przy okazji opróżnię kosz na śmieci, a potem już  tylko spać.