sobota, 29 listopada 2014

synek koleżanki Bartek

synek mojej koleżanki bratek bardzo nie lubiła sprzątać do pewnego czasu kiedy mama go trochę postraszyła ze jak  nie będzie sprzątał to wszystkie zabawki znikną na zawsze to od tej pory sprząta jak trza


  Bartuś nie szanował swoich zabawek. W jego pokoju panował zawsze bałagan. Porozrzucane samochody i klocki. Poplamione, z powyrywanymi kartkami książki leżały w różnych miejscach. Nie pomagały żadne uwagi rodziców, którzy bardzo się martwili, że ich syn nie potrafi utrzymać porządku. Pewnego razu kiedy   Bartuś zasnął, zabawki postanowiły się wyprowadzić. Ukryły się na strychu w ogromnej skrzyni, do której już od dawna nikt nie zaglądał. Została tylko książka z obrazkami, ponieważ nie mogła się wydostać spod olbrzymiej sterty ubrań, która ją przygniotła.
Rano z pokoju   Bartusia dobiegł głośny płacz. Przybiegła cała rodzina. Kiedy tylko otworzyli drzwi, od razu wiedziali co się stało.
- Myślę, że jest sposób na to, żeby zabawki wróciły - mamusia pogładziła Wojtusia po głowie. Chłopiec przestał płakać.
- Jaki? One mnie nie lubią. Już nigdy do mnie nie wrócą.
Nagle zauważył wystający róg książki. Delikatnie wyciągnął ją spod ubrań - przepraszam - szepnął tuląc książkę do siebie.
- Mamusiu posklejamy jej kartki. Zaraz wygumuję ślady kredek. Nie pozwolę ci odejść - szeptał cichutko.
Tego dnia  Bartuś  nie próżnował. Cała rodzina obserwowała jak sprząta w swoim pokoju. Wieczorem kiedy leżał w łóżku marzył tylko o jednym - żeby zabawki wróciły. W nocy śniło mu się, że na półkach pojawiły się samochody. Po dywanie toczyła się kolorowa piłka a miś z pajacykiem bardzo się cieszyli, że w pokoju panuje taki porządek. Na szafce stały równo ustawione książki, a w pojemniku kolorowe klocki zachęcały do zabawy.
Wczesnym rankiem kiedy słońce zajrzało do pokoju  Bartuś  ze zdziwienia aż zastukało w szybę okna. Wszystkie zabawki siedziały na swoich miejscach. W pokoju było zupełnie inaczej niż zwykle. Wszędzie panował porządek.
    Bartuś usiadł na łóżku i... nie wierzył własnym oczom.
- Jesteście, naprawdę jesteście. To nie sen. Bardzo was przepraszam. Obiecuję, że już zawsze będę o was dbał i nigdy nie pozwolę wam odejść.