Mój mąż przyniósł córce ze schroniska szczeniaka. W domu
wielka radość i zabawa z pieskiem. Ja od samego początku nie byłam zachwycona
tym pomysłem. Trzeba było mu zrobić jakiś kącik pytanie gdzie. W kuchni mało
miejsca, w salonie nie za bardzo, został pokój córki i nasz. Wybraliśmy
przedpokój, który nie jest duży. Warunki trzymania psa w mieście są
trudniejsze, niż na wsi. Gdybyśmy mieli swój domek i podwórko, to nie było by
problemu. Tak jak przypuszczałam piesek nienauczony siusiał i robił kupki gdzie
popadnie, chociaż często wychodzimy z nim. Najgorzej jest, gdy pójdziemy do
pracy, a córka do szkoły. Po południu najpierw trzeba pomyć podłogi, czasem
wyprać dywan. Na dodatek od pewnego czasu narodził się nowy problem pies zaczął
wszystko gryźć. Najpierw "czytał" prasę, potem książki, teraz wziął
się za aranżację wnętrza. Gryzie, co popadnie: meble, kable, anteny, koce,
poduszki dosłownie wszystko. Pierwsze przypadki były sporadyczne i niezbyt
częste. Teraz, dzień po dniu. O ile mogłam tłumaczyć niewielkie wybryki, po
wielogodzinnym czekaniu. To teraz, nie można go zostawić nawet na chwilę. Jak
wiadomo musimy pracować w tym czasie piesek potrafi zdemolować mieszkanie. Zaczęliśmy
chodzić z nim na długie, męczące spacery, nic nie pomogło. Wchodząc do domu
czuje inny zapach. Dodatkowo więcej poświęcam czasu na czyszczenie, odkurzanie
i sprzątanie pomieszczeń po psie. Cały czas jest podekscytowany, kiedy mamy
gości wyprzedza wszystkich i staje przy drzwiach. Najczęściej machając ogonem
skacze i ich liże. Pomimo tych wszystkich jego wybryków coraz bardziej się do
niego przywiązujemy. Natomiast pocieszam się nadzieją, że takie zachowanie jest
przejściowe. Gdy dorośnie to się na pewno zmieni.
.