Jesienna pora roku to okres
gryp i przeziębień. Mnie też dopadła choroba już od dwóch dni leżę w łóżku.
Wczoraj byłam u lekarza i przepisał mi antybiotyki. Po tych lekarstwach zamiast
lepiej to się coraz gorzej czuję. Męczy mnie katar, kaszel i kręci mi się w
głowie. Nie mogę liczyć na męża, bo pojechał na delegacje, a dzieci mają już
swoje życie. Zresztą nie mówiłam im o swojej chorobie, ponieważ nie chciałam
ich martwić. W taki oto sposób wyleguje się w pościeli i muszę liczyć tylko na
siebie. Na dodatek moja najlepsza przyjaciółka powiedziała, że przyjedzie na
dwa dni. Zmobilizowałam wszystkie siły i zapaliłam w piecu centralnym, to mnie
kosztowało bardzo dużo wysiłku. Dziwnie jestem słaba jeszcze tak nigdy nie
przechodziłam choroby. Nawet nie mogę ustać na nogach i mam wysoką gorączkę. Cały
dom zostawiony na pastwę losu. Gary nie umyte, nieodkurzane. W łazience ciuchy
zaczęły nieubłaganie wypełzać z pojemnika na brudy i nie dało się już ignorować
otwartej wymownie paszczy pralki.
Umyłam wannę, kran i
wyszorowałam toaletę na resztę sprzątania zabrakło mi już sił. Zrobiłam szybki
prysznic i położyłam się do łóżka. Widocznie zdrzemnęłam się, bo obudził mnie
dzwonek do drzwi. To koleżanka z dłuższej podróży, a ja całkiem zapomniałam o zakupach.
Może, dlatego, że sama nic nie jadłam. Na szczęście sklepy niedaleko i kupiła
mi najpotrzebniejsze produkty. Widząc mój okropny stan kazała położyć się do
łóżka, a sama wzięła się za gotowanie szybkiego posiłku, odkurzyła, umyła
naczynia i podłogi. Zaczęłam zmieniać pościel, ale robiłam tak nieudolnie, że
ona mnie w tym wyręczyła. W sobotę prawie nie rozmawiałyśmy, bo ciągle
drzemałam. Dopiero na drugi dzień byłam w lepszej kondycji nie na tyle jednak,
by wyskoczyć z łóżka i krzątać się po mieszkaniu. Przyjaciółka zaopiekowała się
mną podczas choroby. Ugotowała obiad, zapaliła w piecu i została ze mną zamiast
dwóch to trzy dni.