NIEDZIELA
Niedzielę razem z Filipem spędziłam u Tomka i Ewy. Psy szalały w ogrodzie. Mimo kiepskiej pogody, Zosia dołączyła do nich na godzinkę. Skutkiem tych wojaży było rozbite kolano Zosi, a wraz z nim kurtka i spodnie ociekające błotem. Nam Zosia powiedziała, że poślizgnęła się na mokrych liściach. Ewka podejrzewała jednak, że to Fiona pociągnęła
ją zbyt mocno szarpiąc kija, którego Zośka chciała wyrwać jej z pyska. Zosia kocha swoją goldenkę, zresztą z wzajemnością, dlatego nie chce na nią skarżyć. Boi się, że mama skarci psa i będą miały szlaban na wspólne zabawy. Dzięki wersji z liśćmi usłyszała tylko, że ma bardziej uważać, bo może zrobić sobie krzywdę. Chwilę później Tomek z uśmiechem zdecydował: „psy do garażu, Zosia do łazienki”. Cała podłoga w holu była brudna. Wszędzie było widać ślady psich łap i bucików dziewczynki, na ścianie ślady brudnych rączek Zosi, drzwi również były do umycia. Pomogłam Ewie to ogarnąć. Ona wzięła córkę do łazienki,
a ja mopa, ścierkę i zabrałam się do roboty. Dobrze, że teraz te detergenty są takie dobre i bez problemu usuwają brud. Zajęło mi to tylko kilka minut. Z łazienki było słychać śmiech matki i córki, świetnie się razem bawiły podczas szorowania plecków Zosi. Kiedy jest się świadkiem takich sytuacji, człowiek od razu jest szczęśliwy. Dopiero podłoga, na której leżą brudne od błota rzeczy Zośki, przywraca człowieka do rzeczywistości. W umywalce spłukałam to błoto i włożyłam je do pralki. Oczywiście, pralkę z zewnątrz trzeba było wytrzeć szmatką, przy umywalce już takie półśrodki nie wystarczyły. Musiałam użyć środków chemicznych, aby ją dobrze wyczyścić. Zosia skończyła właśnie swoją kąpiel i Ewa pomagała jej się ubrać, ja tymczasem wypolerowałam zaparowane lustro i umyłam wannę. Dziewczyny ze śmiechem opuściły łazienkę, dołączyłam do nich odrobinę później. Trzeba było jeszcze umyć w łazience podłogę. Całe towarzystwo siedziało wygodnie w salonie, nawet psom pozwolono już wrócić i leżały u stóp Zosi. Widok tak sielankowej scenki sprawił mi ogromną przyjemność i znów zamarzył mi się domek za miastem i rodzina siedząca razem przy kominku.
ją zbyt mocno szarpiąc kija, którego Zośka chciała wyrwać jej z pyska. Zosia kocha swoją goldenkę, zresztą z wzajemnością, dlatego nie chce na nią skarżyć. Boi się, że mama skarci psa i będą miały szlaban na wspólne zabawy. Dzięki wersji z liśćmi usłyszała tylko, że ma bardziej uważać, bo może zrobić sobie krzywdę. Chwilę później Tomek z uśmiechem zdecydował: „psy do garażu, Zosia do łazienki”. Cała podłoga w holu była brudna. Wszędzie było widać ślady psich łap i bucików dziewczynki, na ścianie ślady brudnych rączek Zosi, drzwi również były do umycia. Pomogłam Ewie to ogarnąć. Ona wzięła córkę do łazienki,
a ja mopa, ścierkę i zabrałam się do roboty. Dobrze, że teraz te detergenty są takie dobre i bez problemu usuwają brud. Zajęło mi to tylko kilka minut. Z łazienki było słychać śmiech matki i córki, świetnie się razem bawiły podczas szorowania plecków Zosi. Kiedy jest się świadkiem takich sytuacji, człowiek od razu jest szczęśliwy. Dopiero podłoga, na której leżą brudne od błota rzeczy Zośki, przywraca człowieka do rzeczywistości. W umywalce spłukałam to błoto i włożyłam je do pralki. Oczywiście, pralkę z zewnątrz trzeba było wytrzeć szmatką, przy umywalce już takie półśrodki nie wystarczyły. Musiałam użyć środków chemicznych, aby ją dobrze wyczyścić. Zosia skończyła właśnie swoją kąpiel i Ewa pomagała jej się ubrać, ja tymczasem wypolerowałam zaparowane lustro i umyłam wannę. Dziewczyny ze śmiechem opuściły łazienkę, dołączyłam do nich odrobinę później. Trzeba było jeszcze umyć w łazience podłogę. Całe towarzystwo siedziało wygodnie w salonie, nawet psom pozwolono już wrócić i leżały u stóp Zosi. Widok tak sielankowej scenki sprawił mi ogromną przyjemność i znów zamarzył mi się domek za miastem i rodzina siedząca razem przy kominku.