poniedziałek, 26 stycznia 2015

Druga przygoda Sprzątacza


Witajcie ponownie!
Dzisiaj chciałbym Wam opowiedzieć o mojej innej przygodzie, która przydarzyła mi się podczas przedświątecznego sprzątania. Było to chyba przed którąś Wielkanocą. Jak wiecie, jest to taki okres, w którym ludzie robią większość generalnych porządków w domach. Tak, by wszystko, w miarę możliwości, odkurzyć, umyć i wybłyszczeć.
Robi się wówczas:
-         wycieranie kurzy z mebli;
-         mycie frontów mebli;
-         mycie i odkurzanie mebli w środku;
-         mycie boków segmentów i regałów;
-         zdejmuje się też rzeczy, których na co dzień się nie rusza i myje się je z wierzchu oraz odkurza;
-         odkurza się klosze lamp podsufitowych;
-         pierze się zasłony i firanki w oknach;
-         myje się okna wraz z parapetami;
-         czyści się i myje grzejniki podokienne.
Można też:
-         trzepać chodniki i dywany;
-         odkurzyć podłogi pod dywanami, które uprzednio zdjęliśmy;
-         umyć podłogi;
-         zaimpregnować lub zapastować podłogi.
Można też przy tej okazji przemyć listwy przypodłogowe i umyć fugi przy kafelkach.
Właśnie podczas tak gruntownego sprzątania zdarzyła się rzecz nieprzewidziana.

Fruwające ptaszysko!


Stanąłem sobie na drabinie przy oknie w pewnym pokoju.
Zacząłem zdejmować zasłony i firanki z żabek nad oknem.
Potem odłożyłem firanki do miski.
Później zacząłem spokojnie myć okno.
Normalnie otworzyłem je i spryskałem zewnętrzną szybę środkiem myjącym.
Poszedłem sobie potem z miską do łazienki gdzie znajdowała się pralka, by umieścić ściągnięte firanki w pralce.
Potem wypłukałem szmatki używane do mycia szyb, wykręciłem je i wróciłem do pokoju, w którym było otwarte, myte okno.
Wtedy usłyszałem dziwne szelesty a moją uwagę przykuł siedzący na lampie sufitowej ptak!!!
Oh! co to?!
Po chwili dotarło do mnie, że to gołąb wpadł do pokoju podczas mojej nieobecności.
Myłem sobie szmatki, a tu... No właśnie... Gołąbek sobie wleciał!!!
A siooooo!!! sio! – zamachałem szmatkami – uciekaj! – krzyknąłem – Gołąb zaczął fruwać.
Ale... pofrunął sobie dokładnie w kierunku okna, które właśnie było zamknięte.
Nagle usłyszałem „buch”! No cóż, ptaszysko huknęło w szybę zamkniętego okna z całym swoim impetem. Nie spodziewało się przeszkody.
Zacząłem przeganiać ptaka od szyby okiennej i starałem się mobilizować go, żeby wyleciał przez otwarte okno.
Po kilku nieudanych próbach, udało mi się w końcu wygonić gołębia z pokoju przez otwarte okno.
Ptak poleciał w świat, a ja odetchnąłem z ulgą i wróciłem do swojego sprzątania.

A Wy, mięliście jakieś przygody z gołębiami podczas sprzątania?
Może sprzątaliście jakieś zapomniane strychy z gołębiami?