Pracując jako portier ze stażem, pewnego dnia kierownik
zaproponował mi i koledze tygodniowe zastępstwo na stanowisku sprzątaczki z
powodu braków kadrowych.
Praca polegała na sprzątaniu salonu samochodowego.
Do obowiązków należało: umycie wszystkich powierzchni
szklanych, takich jak oszklonych ścian salonu za pomocą drabiny aluminiowej,
szczotki teleskopowej, płynu do szyb, teleskopowej ściągaczki do wody. Umycie
pomazanych gablot wystawowych, szklanych drzwi wewnętrznych.
Następnie opróżnienie kosza na śmieci. Odkurzenie podłogi,
również wycieranie kurzu z półek, szafek, mebli z zewnątrz, blatów/stołów, sprzętu
elektronicznego używanego przez pracowników salonu, kaloryferów, parapetów.
W dalszej kolejności czyszczenie zewnętrzne lamp/oświetlenia.
Stojące auta w salonie również były obiektem zewnętrznego
wycierania kurzu i zmywanie śladów po palcach na elementach typu: maska, lusterka
boczne, klamki, tylna klapa.
Najlepszym uwieńczeniem pracy było umycie podłogi płaskim
mopem i wypolerowanie maszyną polerującą.
Radość i błysk w oku z czystego salonu.
Jakby niebyło wizytówka firmy.