Witam.
I znów kolejny dzień . Od tego wczorajszego rozmyślania o sprzątaniu rozbolała mnie głowa. Rano przed pójściem do pracy ogarnęłam wzrokiem swoje mieszkanie, no i oczywiście - koszmar! Ile bym nie sprzątała, wycierała kurzy to i tak wygląda nieciekawie. Wszędzie sierść mojego ukochanego labradora. Jak to możliwe? Nawet w łazience, do której pies nie wchodzi, na pojemniku do mydła, umywalce, toalecie przylega sierść. Właściwie to cała armatura jest do wyczyszczenia. Pojedyncze kłaczki przylegają do lustra, obudowy pralki itp. Pięknie nowy dzień się zaczął. A miało być tak fajnie. Zniechęcona wychodzę na klatkę schodową. No i co? Oczywiście brudno! Ściany, lamperia do umycia. Kaloryfer brudny, zapach kurzu unosi się w powietrzu, szyby w drzwiach do umycia. Świata przez nie nie widać. Zadaje sobie pytanie czy to już jakaś obsesja. Całe szczęście, że nie ja muszę to sprzątać . Po chwili zastanowienia nastrój mi się poprawił. Uśmiechnięta jadę do pracy. W biurze mój pesymizm wraca. Biurko, co prawda, jest umyte, ale za to lampy brudne. Wykładzina cała w plamy... Jak to możliwe, że jeszcze wczoraj tego nie widziałam? To wszystko przez te reklamy, które zobaczyłam wczoraj. To ich cudowne mycie podłóg, wycieranie kurzy z mebli i ta super promocja z dojazdem gratis. Może ktoś by mi tak mój mózg przeczyścił, bo nie ogarniam tego! "hi hi hi".
Zapach świeżo parzonej kawy stawia mnie na nogi. Mogę spokojnie zabrać się do pracy. Wiem, że obowiązki domowe mnie nie ominą. Trudno... Dosyć tego narzekania. To mycie podłóg, wycieranie mebli i luster z kurzu nie jest znowu takie straszne. Na pewno dam radę. Smile! :)
I znów kolejny dzień . Od tego wczorajszego rozmyślania o sprzątaniu rozbolała mnie głowa. Rano przed pójściem do pracy ogarnęłam wzrokiem swoje mieszkanie, no i oczywiście - koszmar! Ile bym nie sprzątała, wycierała kurzy to i tak wygląda nieciekawie. Wszędzie sierść mojego ukochanego labradora. Jak to możliwe? Nawet w łazience, do której pies nie wchodzi, na pojemniku do mydła, umywalce, toalecie przylega sierść. Właściwie to cała armatura jest do wyczyszczenia. Pojedyncze kłaczki przylegają do lustra, obudowy pralki itp. Pięknie nowy dzień się zaczął. A miało być tak fajnie. Zniechęcona wychodzę na klatkę schodową. No i co? Oczywiście brudno! Ściany, lamperia do umycia. Kaloryfer brudny, zapach kurzu unosi się w powietrzu, szyby w drzwiach do umycia. Świata przez nie nie widać. Zadaje sobie pytanie czy to już jakaś obsesja. Całe szczęście, że nie ja muszę to sprzątać . Po chwili zastanowienia nastrój mi się poprawił. Uśmiechnięta jadę do pracy. W biurze mój pesymizm wraca. Biurko, co prawda, jest umyte, ale za to lampy brudne. Wykładzina cała w plamy... Jak to możliwe, że jeszcze wczoraj tego nie widziałam? To wszystko przez te reklamy, które zobaczyłam wczoraj. To ich cudowne mycie podłóg, wycieranie kurzy z mebli i ta super promocja z dojazdem gratis. Może ktoś by mi tak mój mózg przeczyścił, bo nie ogarniam tego! "hi hi hi".
Zapach świeżo parzonej kawy stawia mnie na nogi. Mogę spokojnie zabrać się do pracy. Wiem, że obowiązki domowe mnie nie ominą. Trudno... Dosyć tego narzekania. To mycie podłóg, wycieranie mebli i luster z kurzu nie jest znowu takie straszne. Na pewno dam radę. Smile! :)