Wstałam rano w sobotni piękny
słoneczny dzień. Wskoczyłam w dresy i planuje zrobić niezłą
gimnastykę przy okazji pożyteczną. Ma ona polegać na odświeżeniu
całego domu. Już mam przygotowane rękawice, szmatki, środki
czystości. Mąż będzie walczył z dywanami, dzieci muszą
doprowadzić pokój do użyteczności poukładać książki na
pułkach, powycierać kurze. Po tygodniu potrafią zrobić niezły
bałagan. Ja natomiast biorę się za mycie okien trzeba wchodzić na
steper i schodzić, ruszać ręką w prawo, w lewo. Gimnastyka przy
podłodze na kolanach. Moja ulubiona muzyczka leci chyba dzisiaj
schudnę więcej. Odkurzanie całego piętra i schodów to praca
innych mięśni. Mąż mi trochę pomaga, a dzieci jak zwykle szukają
pretekstów, by robić coś innego. Ja już jestem do tego
przyzwyczajona i nie odpuszczam im. Chociażby miały zrobić
niedokładnie to wejdzie im w krew, że trzeba sprzątać. Staram się
na bieżąco myć podłogi i ścierać kurze z szafek i lamp, ale
pastuję podłogi rzadziej. Lubię sobotę nawet jeśli robię
większe porządki. Daje mi to przyjemność i czuje się bardzo
dobrze w swoim czystym domu. W dniu powszechnym mniej jest czasu na
takie wnikliwe porządkowanie.