Jak zwykle rano zapakowaliśmy się ze
sprzętem do samochodu szefa. Po około pół godzinie jazdy nasz pojazd zatrzymał
się przed niezbyt dużym domem z cegły na metrowym podpiwniczeniu. Zabraliśmy z
auta potrzebny sprzęt ,tj. wiadra, miotły, mopy, gąbki, ścierki, detergenty i
skierowaliśmy się do budynku. Mieszkanie było nieduże - dwa pokoje, kuchnia i
łazienka. Kasia oznajmiła nam, że ona weźmie się za łazienkę. Tomek przyniósł z
samochodu rozkładaną metalową drabinę i zajął się wytarciem kurzy i pajęczyn ze
wszystkich powierzchni, których nie można dosięgnąć z podłogi, oraz
czyszczeniem elementów oświetlenia począwszy od łazienki. Ja natomiast
skierowałem się do kuchni i zająłem się Wycieraniem kurzy z szafek, półek,
grzejników i parapetów. Gdy się z tym uporałem, wziąłem się za mycie. Po kolei
zaczęły lśnić blaty i fronty szafek, stół, lada kuchenna, zmywarka, lodówka i
kuchenka wraz z piekarnikiem. Kasia szalała w łazience. Po wytarciu kurzy
zabrała się do kompleksowego mycia. Najpierw umyła i wytarła wszystkie płytki
na ścianach, następnie umyła lustro i szafki, później umyła umywalkę, wannę i
kabinę prysznicową nie zapomniawszy o umyciu i wypolerowaniu armatury. W
międzyczasie Tomek zszedł z wysokości i zajął się wycieraniem kurzy z mebli,
obrazów, bibelotów i książek w obydwóch pokojach. Gdy już oczyścił wszystko z
kurzu to skoncentrował się na myciu i czyszczeniu mebli. Kiedy Kasia umyła
pralkę i zabierała się do mycia i dezynfekcji toalety, ja wstawiłem brudne
naczynia do zmywarki, po czym umyłem i wypolerowałem zlewozmywak i armaturę.
Jeszcze nie skończyłem układać czystych naczyń w szafkach, kiedy Tomek zabrał
się do mycia okien. Widząc to i nie chcąc odstawać od reszty rzuciłem się do
mycia drzwi. Kasia natomiast uzupełniwszy papier toaletowy oraz mydło w płynie
i zawiesiwszy nowy komplet ręczników, zajęła się w przedpokoju czyszczeniem i
myciem szafy z wielkim lustrem. Prawie kończyliśmy z Tomkiem, kiedy Kasia
zaczęła odkurzać podłogi. Najpierw odkurzyła oba pokoje, potem kuchnię,
łazienkę i przedpokój. Gdy była w kuchni - my już myliśmy podłogi w pokojach.
Kiedy skończyła to zostały do umycia podłogi w trzech pomieszczeniach. Wypadło
po jednym dla każdego. Szybko poszło. Teraz już byliśmy w domu. Kasia
pozbierała wszystkie śmieci i wyszła opróżnić je do kosza stojącego na
zewnątrz. Ja z Tomkiem zabraliśmy się do schodów. Ja odkurzyłem i umyłem
stopnie, podczas gdy on wytarł kurz i umył poręcze. I fajrant! Szef przyjechał,
pozbieraliśmy graty, dostaliśmy wypłatę plus premia. Żyć nie umierać! Z taką
ekipą to ja mogę sprzątać nawet stajnię Augiasza... ;)